reklama z błędem na Euro2012

Nie jestem purystką językową i rozumiem, że większość angielskich nazw firm czy produktów będzie wymawiana w polskich reklamach z polskim akcentem. Jednakże poważne błędy językowe w reklamach wielkich korporacji jak BP, czy w narodowej kampanii promocyjnej przed Euro 2012 to już gruba przesada. W tym wpisie również kilka szokujących reklam z Hiszpanii, zresztą – oceńcie sami.

Zacznijmy od często emitowanej w telewizji reklamy paliw BP, która niejednego anglistę doprowadziła do szału. Otóż słowo ultimate, które pojawia się w reklamie kilka razy, jest wymawiane [altimejt].

 

Nie jestem w stanie zrozumieć, jak wielka korporacja British Petroleum mogła wypuścić (i wciąż emitować) reklamę z tak rażącym błędem wymowy dość popularnego słowa! A zatem zapamiętujemy na zawsze i wbrew wszystkiemu:

ultimate [ˈʌl.tɪ.mət]

Przy okazji, słowo ultimate wymawia się podobnie jak słowo certificate, które także często wymawiane jest błędnie, nawet przez zdających certyfikaty FCE czy CAE. A zatem:

certificate [səˈtɪf.ɪ.kət]

i analogicznie podobne rzeczowniki, np.:
duplicate [ˈduː.plɪ.kət]
syndicate [ˈsɪn.dɪ.kət]

Druga wpadka to słynna kampania reklamująca Polskę jako gospodarza Euro 2012 pod hasłem „Feel like at home”. To okropne i żenujące hasło straszyło nas z wielkich billboardów w centrum Warszawy, z ulotek, nie ominęło też, niestety, telewizyjnych spotów. Później już tylko dyskutowano o tym, jak doszło do tego błędu, który nas tylko ośmiesza – każdy kto zna angielski na poziomie chociaż A2 wie, że „czuj się jak u siebie w domu” to „feel at home” (a nie, jak donosi Wprost, „feel like home”…).

Kampanię stworzyła agencja CAM Media, we współpracy z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów i kosztowała 1 mln złotych!!!

O kompetencjach twórców kampanii mogliśmy się przekonać, gdy tłumaczyli się z wpadki językowej roku. Otóż szef agencji twierdził, że „w praktyce reklamowej przekraczane są różne bariery, w tym i językowe”, powołując się przy tym na wielkie amerykańskie korporacje, które w swoich hasłach „świadomie popełniają błędy”. Przyjrzyjmy się zatem tym „błędom” popełnianym przez Apple, McDonald’s i CNN.

- Think different – slogan Apple; używanie przymiotników (different) w roli przysłówków (differently) jest dopuszczalne w American English.

- I’m lovin’ it! – slogan McDonald’s; owszem, zasada głosi, że czasowniki statyczne (state verbs) nie używamy w formie ciągłej (gerund), co nie znaczy, że takie użycie w odpowiednim kontekście jest błędem. Jeżeli chcę powiedzieć, że uwielbiam ten właśnie moment przeżuwania hamburgera (a nie hamburgery w ogóle) mogę powiedzieć „I’m lovin’ it”!

- Real news. Real fast – hasło CNN; podobnie jak think different, forma przymiotnika (real) zamiast przysłówka (really) jest dopuszczalna w American English i często stosowana, zwłaszcza w języku potocznym. Słowo real jako przysłówek już tak przeniknęło do języka potocznego, że właściwie wypiera really w American English, a zatem wyrażenie real fast jest jak najbardziej OK.

Ale są kraje, gdzie takie wpadki jak nasza z Euro 2012 zapewne nie odbiłyby się tak szerokim echem. Na przykład Hiszpania – tam ogólnonarodowy stosunek do języka angielskiego jest dość specyficzny, żeby nie powiedzieć: wybiórczy. Hiszpanie są bardzo przywiązani do swojego ojczystego języka i starają się nie używać angielskiego, jeśli nie muszą, nawet w nazwach własnych. Przykładem niech będzie irlandzki zespół U2, wymawiany przez cały świat jako [juːtuː], a w Hiszpanii jako dźwięczne [u’dos].

Hiszpańskie reklamy zdają się w ogóle nie respektować angielskich nazw firm, marek i produktów.

Pierwszy przykład – Colgate. Wsłuchajcie się!

 

Dla fanów motoryzacji – wymowa marki Honda (nieme „h”).

 

I na koniec przykład spanglish, którego nie wstydzi się Vueling, nieustannie mieszając słowa hiszpańskie i angielskie w swoich reklamach. Moim zdaniem to irytujące – ale pewnie o to chodziło :)